Urodził się 14 listopada 1855 roku w Dąbrówce (parafia Tarchomin, gmina Jabłonna, powiat warszawski). Jego ojciec, Jan Janikowski (1817-1882) był inżynierem i urzędnikiem Trzynastego Okręgu Komunikacji Lądowej i Wodnej. Leopold uczęszczał do gimnazjum w Kaliszu, po czym w latach 1880-1882 pracował w warszawskim obserwatorium astronomicznym jako meteorolog. Leopold Janikowski wraz ze swoją żoną Zofią nabył w Zielonce w 1920 r. nieruchomość z domem letnim. Leopold Janikowski został upamiętniony w Zielonce ulicą swojego imienia. Wizerunek podróżnika umieszczono również na muralach – na budynku miejsca spotkań „Kolejowa 11” oraz na osiedlu „Żabia” od strony rzeki Długiej.
Janikowski dołączył do tworzącej się polskiej wyprawy naukowej do Kamerunu, po przeczytaniu propozycji wzięcia w niej udziału zamieszczonej 22 września 1881 roku w czasopiśmie podróżniczym „Wędrowiec” przez jej organizatora – absolwenta szkoły marynarki wojennej w Kronsztadzie, Stefana Szolc-Rogozińskiego (1861-1896). Projekt współtworzył przyjaciel Rogozińskiego
z czasów szkolnych, o rok od niego starszy Klemens Tomczek. Pod koniec kwietnia 1882 roku Janikowski wyruszył z Warszawy do francuskiego Hawru, gdzie Rogoziński zakupił statek dla ekspedycji – dwudziestoletni stutonowy trójmasztowiec, nazwany „Łucją-Małgorzatą”. Skład ekspedycji jeszcze długo ulegał zmianie, ostatecznie do młodych śmiałków dołączyli jeszcze Władysław Ostaszewski-Barański i Józef Hirschenfeld-Mielecki (1851-1933/1939). Załogę statku stanowiło kilku Francuzów. Warto dodać, że Janikowskiemu towarzyszył przez całą podróż jego pies,
seter o imieniu Dolar.
Remont „Łucji-Małgorzaty” zakończono w listopadzie 1882 roku, a wyprawa ostatecznie wyruszyła w następnym miesiącu. Statek płynął z konieczności pod banderą francuską, ze względów urzędowych nie można było wywiesić bandery polskiej, ale i tak na głównym maszcie powiewała flaga o kolorach polskich, z herbem Warszawy. Ekspedycja zatrzymywała się na Maderze, Wyspach Kanaryjskich, w Liberii, Assini i Sanwi (dwa ostatnie wchodzą obecnie w skład Wybrzeża Kości Słoniowej), a także w Elminie (brytyjska kolonia Złote Wybrzeże, obecnie Ghana). W kwietniu 1883 roku Polacy dotarli do wyspy Fernando Po (obecnie Bioko), blisko kameruńskiego wybrzeża. Rogoziński szybko zawarł umowę z kacykiem na nieodległej wysepce Mondoleh, zamieszkałej przez 60 osób,o zakupie terenu pod polską stację naukową, którą Janikowski nazwał na cześć lidera „Stefanią”. Początkowo Janikowski i Tomczek zajęli się jej urządzaniem, pierwszy budynek ukończono już w lipcu tego roku.
Pomimo rozbicia się „Łucji-Małgorzaty” podczas sztormu o kameruńskie wybrzeże, pozbawiając tym samym podróżników pieniędzy i znacznej części sprzętu, a także rezygnacji Ostaszewskiego i Hirschenfelda z udziału w wyprawie (po kilku miesiącach spędzonych na Fernando Po ruszyli oni do innych krajów afrykańskich), pozostali podróżnicy zdecydowali się kontynuować ekspedycję. Podczas gdy Janikowski zajmował się nadzorowaniem dalszej budowy stacji naukowej na Mondoleh, Rogoziński i Tomczek wyruszyli w lipcu 1883 roku w głąb lądu kameruńskiego.
Po przebyciu krajów Mungo i Balungi, na początku sierpnia, ekspedycja dotarła do Bakundu-ba-Nambeleh, głównej osady regionu. Miała ona służyć za punkt centralny dalszych wypraw. Głównym celem pierwszej z nich było dotarcie do jeziora Balombi-ba-Kotta, odkrytego przez Europejczyków w 1877 roku, a następnie do wzgórz Rumpi. W tym celu 28 sierpnia Rogoziński i Tomczek wyruszyli w dalszą drogę. Udało im się dojść do Balombi-ba-Kotta, a nawet odwiedzić wyspę znajdującą się pośrodku tegoż jeziora. Niestety nikt z tubylców, obawiających się nieznanych terenów,
nie chciał ich zaprowadzić do wzgórz Rumpi.
Na drugą wyprawę ekspedycja afrykańska udała się 10 września. Tym razem celem było odszukanie jeziora Mbu (niecałe 80 km od wybrzeża). Podczas tej podróży Polacy badali obszary, na których nie stąpał nigdy wcześniej żaden biały człowiek. Dlatego też często na ich widok tubylcy uciekali w popłochu. Podczas tej ekskursji Rogoziński i Tomczek o mało nie zostali stratowani przez stado słoni. Wówczas to Rogoziński silnie pokaleczył sobie nogi. Ostatecznie, już 19 września podróżnicy wycofali się do Bakundu-ba-Nambeleh. Kolejną próbę dotarcia do Barombi-ba-Mbu podjął Tomczek niespełna dwa tygodnie później. Z kilku tragarzami udało się mu, jako pierwszemu Europejczykowi, dotrzeć do jeziora Mbu.
Celem trzeciej wspólnej podróży Rogozińskiego i Tomczeka miało być legendarne jezioro (lub też jeziora) Liba – jeden z głównych celów podróży Rogozińskiego do Kamerunu. Mieli oni dotrzeć tam przez kraj Bayongu, gdzie zostali zaproszeni przez lokalne plemię. Niestety mieszkańcy kraju Bakundu nie chcieli się zgodzić na przejście Polaków dalej na północ. Doprowadziło to nawet do krwawego starcia między Bakundu i Bayongu. Sukces tego pierwszego zablokował podróżnikom dalszą drogę, 13 grudnia rozpoczęli więc powrót w stronę wybrzeża. Janikowski tymczasem, wyznaczony przez Rogozińskiego naczelnikiem stacji, nadzorował jej budowę przez lokalnego cieślę. Poza domem wokół budynku urządzono też ogródek owocowy i kwiatowy. Podróżnik uczył się także miejscowego języka. Jako meteorolog badał również klimat Zatoki Gwinejskiej, ponadto prowadził własne badania etnograficzne i przyrodnicze. Według swojej relacji miał on we wrześniu 1883 roku zaprosić do siebie elitę tubylców z kameruńskiego wybrzeża na osobiście zorganizowane uroczystości z okazji dwusetnej rocznicy zwycięstwa króla Jana III Sobieskiego pod Wiedniem. Zyskał tym serdeczność krajowców i przydomek Ujani, co miało oznaczać lamparta z białą piersią.
Gdy Janikowski dowiedział się, że Rogoziński z Tomczekiem wracają w stronę wybrzeża, wyszedł im na spotkanie, do którego doszło pod koniec grudnia 1883 roku w osadzie Bonjongo. Następnie cała trójka powróciła na Mondoleh. Rogoziński był pełen podziwu dla urządzenia stacji przez Janikowskiego. Kiedy Rogoziński leczył rany, Janikowski z Tomczekiem odbył jeszcze kilka mniejszych przybrzeżnych wycieczek w kwietniu 1884 roku. Następnie, gdy Rogoziński udał się na Fernando Po w celu odebrania korespondencji i sprzętu, a także wysłania listów i eksponatów do Europy, 11 maja Tomczek zachorował na żółtą febrę, w wyniku której zmarł już 9 dni później. Rogoziński nie zdążył powrócić na Mondoleh przed jego śmiercią.
W czerwcu 1884 roku Rogoziński i Janikowski udali się razem dla ukojenia nerwów do misji katolickiej na wybrzeżu francuskiego Gabonu na ok. 3 tygodnie. Niedługo po powrocie do własnej stacji dowiedzieli się, że nad kameruńską rzekę Wouri przybyły okręty Rzeszy w celu ogłoszenia niemieckiego protektoratu nad tym obszarem. Jako argument Niemcy wykorzystali ogromny dług jaki zaciągnął najpotężniejszy kacyk w tej okolicy, król Bell, wobec faktorii niemieckiej. W zamian za jego anulowanie żądali, by w imieniu ludów zamieszkałych nad Rzeką Kameruńską, podpisał traktat i wywiesił flagę niemiecką na znak oddania kraju pod protektorat Rzeszy. Bell uczynił to i 12 lipca oficjalnie proklamowano protektorat niemiecki nad Batangą, rzeką Wouri i Bimbią. Rzesza chciała też rozszerzyć swe posiadłości na Zachód aż do brytyjskiego Calabaru. Anglicy tymczasem, którzy mieli już osadę o nazwie Victoria (obecnie Limbe) na tym wybrzeżu, przysłali własne okręty w celu zabezpieczenia reszty obszaru, zanim zrobią to Niemcy. Polacy, którzy sami nabyli od kacyków ziemię między Mondoleh a Górą Kameruńską (początkowo ok. 30 km2, później mieli łącznie nawet do 100 km2) i rozpoczęli starania o sprowadzenie misjonarzy z Gabonu, zdecydowali się stanąć po stronie Anglików, uważając ich za „mniejsze zło”. 25 sierpnia zawarli preliminarny traktat oddający pod protekcję brytyjską swoje ziemie, a następnie pomagali w podpisywaniu podobnych umów z lokalnymi wodzami, co ostatecznie ukończyli w lutym 1885 roku. Warto dodać, że jeszcze 12 grudnia 1884 roku Polacy wspięli się na Górę Kameruńską (Mongo-ma-Lobah, 4040 m n.p.m.).
12 lutego 1885 roku, kiedy to Polacy kończyli podpisywanie umów z kacykami dzięki którym podporządkowali dla Anglików resztę kameruńskiego wybrzeża aż do rzeki Wouri na wschodzie, Niemcy porwali na swoją korwetę Janikowskiego, myląc go z Rogozińskim, którego mieli rozkaz schwytać. Gdy Anglicy dowiedzieli się o tym fakcie przysłali na pomoc Polakowi dwa własne okręty. Brytyjczycy podpłynąwszy do statku niemieckiego złożyli protest przeciwko znieważeniu ich flagi i aresztowaniu ich urzędnika i zablokowali korwetę niemiecką. Niemcy zmuszeni byli przeprosić Janikowskiego i oddać go Anglikom, którzy odstawili podróżnika bezpiecznie na Mondoleh.
Polacy nie mogli jednak wpłynąć na losy tego regionu, ponieważ Brytyjczycy, będący tu znacznie wcześniej od Niemców, nie byli tak naprawdę nigdy zainteresowani objęciem we władanie tego obszaru. Niestety traktaty podpisane przez tubylców, w tym także ten Rogozińskiego, nie zostały zatwierdzone przez rząd brytyjski. Podróżnicy co najwyżej wzmocnili kartę przetargową Brytyjczyków w pertraktacjach z Niemcami o inne regiony Afryki. W marcu 1885 roku zrezygnowani Polacy opuścili Kamerun. Najpierw udali się do Londynu, a następnie do Paryża, w obydwu miejscach wygłaszając odczyty. Janikowski został wówczas członkiem Francuskiego Towarzystwa Geograficznego.
W styczniu 1886 roku Janikowski powrócił do Warszawy, gdzie również wygłaszał odczyty. Podczas pobytu w tym mieście mieszkał u Henryka Sienkiewicza. Niemal od razu nabrał chęci na kolejną wyprawę afrykańską, musiał jednak najpierw wyleczyć się z malarii.Już w 1887 roku, po wyzdrowieniu, udał się parowcem z Wielkiej Brytanii ponownie do Afryki, tym razem do Gwinei Równikowej. Towarzyszył mu niejaki Jawornicki, adwokat z Kalisza. Po drodze przebywał przez miesiąc u Rogozińskiego, który pod koniec 1886 roku założył na Fernando Po własną plantację kakao. Następnie zatrzymał się w angielskiej faktorii na wyspie Elobey Grande w Zatoce Corisco – stolicy hiszpańskiej kolonii Rio Muni (obecnie Mbini, kontynentalna część Gwinei Równikowej). Jawornicki już
po kilku tygodniach zdecydował się wracać do Europy, podczas gdy Janikowski sam ruszył w głąb lądu. Założył stację naukową (namiot otoczony palisadą) w górze rzeki Utamboni, którą nazwał „Widoko”. Krajowcy (Fang, zwani także Pangwe), gdy zorientowali się, że Polak planuje dalsze wędrówki, zaczęli się odnosić wobec niego wrogo. Starali się zmusić go do opuszczenia bazy, zabijano mu najętych robotników wysyłanych do lasu po drewno, odcięto także możliwość jego komunikacji z wybrzeżem. Doszło nawet do wymiany ognia. Tubylcy nie pozwolili mu także na zbieranie pożywienia i wody. W końcu uwięzili jego ludzi i zabrali towar. Janikowski odwołał się potem do gubernatora hiszpańskiego, który interweniował na miejscu na jego korzyść. Po groźbie użycia siły tubylcy zaprzestali wrogich działań. Polak mógł już bez problemu prowadzić badania etnograficzne i przyrodnicze.
Okres spokoju przerwał konflikt między lokalną faktorią niemiecką a tubylcami, który przerodził się w wojnę ze wszystkimi białymi. Janikowski musiał uciekać ze swej bazy do znanego mu już gubernatora na Elobey. W „Widoko” zostawił całą zgromadzoną kolekcję etnograficzną, a także swoje notatki, broń i dobytek. Później na francuskiej kanonierce był świadkiem pacyfikacji wiosek tubylców, po czym powrócił na Elobey. W swoich wspomnieniach napisał, że doprowadził następnie do porozumienia między zwaśnionymi stronami. W końcu powrócił do własnej stacji nad Utamboni pozostając tam jeszcze przez rok i odtwarzając utraconą kolekcję. Był w tym okresie częstym gościem na cumujących angielskich okrętach wojennych, gdzie kurował się z malarii (była to Eskadra Zachodnioafrykańska). Jak podkreślał, traktowany był zawsze z wielkim szacunkiem i sympatią przez dowódców okrętów i innych oficerów.
W 1888 roku Janikowski zorganizował sześćdziesięcioosobową ekspedycję złożoną z tragarzy, przewodników i tłumaczy (m.in. Sulla, naczelnikwioski Ilundu), mającą na celu przebycie Gór Kryształowych. Doszedł do osady Undele, przez którą jednak nie chcieli go przepuścić mieszkańcy. Konflikt zakończył się śmiercią Sulli, rezygnacją Janikowskiego z dalszych planów eksploracyjnych i rozpętaniem wojny między Ilundu a Undele. Janikowski rozpoczął stopniowe przenoszenie swych zbiorów na Elobey, dla swego bezpieczeństwa założył też drugą bazę bliżej wybrzeża, na należącej do angielskiej faktorii wysepce N’Gande na rzece Muni. Tam gościł przez kilka tygodni Stefana Szolc-Rogozińskiego i jego żonę, pisarkę Helenę (1862–1927) o pseudonimie artystycznym Hajota. W kilka miesięcy potem, gdy podróżnik wracał już do Europy, odwiedził po drodze małżeństwo w ich posiadłości na Fernando Po. Wreszcie przez Liverpool, Paryż i Wiedeń powrócił na ziemie polskie.
W grudniu 1889 roku Janikowski przybył do Warszawy, gdzie wygłosił kilka odczytów o swojej wyprawie. Powrócił z bardzo pokaźnymi zbiorami afrykańskimi – etnograficznymi (przedmioty domowego użytku, narzędzia rybackie, ubrania, wyroby tkackie, koszykarskie, broń, instrumenty muzyczne, przedmioty kultu religijnego), antropologicznymi, a także mapami i zdjęciami – łącznie około 1300 różnymi eksponatami. W 1890 roku zorganizował w salach Muzeum Przemysłu i Rolnictwa w Warszawie (ul. Krakowskie Przedmieście 66) wystawę swych zbiorów. W 1892 roku w gmachu przy Krakowskim Przedmieściu 17 Janikowski wraz z etnografem Szczęsnym Jastrzębowskim (1861-1928), dzięki pomocy finansowej Jana Blocha (1836-1902) w wysokości 500 rubli, otworzył „Stałą Wystawę Etnograficzną” (władze rosyjskie nie zgodziły się na nazwę „Muzeum Etnograficzne”, ponieważ istniało już takie w Petersburgu). Złożyły się na nią zbiory Janikowskiego z obydwu wypraw afrykańskich
(eksponaty z lat 1882-1885 przechowywane były dotąd w piwnicach Pałacu Branickich na Frascati) i przedmioty krajowe Jastrzębowskiego. Przez następne lata podtrzymywali ją w lokalach prywatnych.
W 1896 roku staraniem ,,Grona Miłośników Etnografii”, któremu przewodniczył Jan Karłowicz (1836-1903), ulokowali kolekcję w Muzeum Przemysłu i Rolnictwa pod nazwą „Zbiory Etnograficzne przy
Muzeum Przemysłu i Rolnictwa”. Rosnąca liczba zbiorów i konieczność ich utrzymania zmusiły ich właścicieli w 1902 roku do przekazania całej kolekcji na własność muzeum, w którym się znajdowała. Do eksponatów szybko dołączano nowe i tak już po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, w 1921 roku wyodrębniono z Muzeum Przemysłu i Rolnictwa – Muzeum Etnograficzne.
Po powrocie z drugiej wyprawy afrykańskiej Leopold Janikowski pozostał w Warszawie, poświęcając się swej karierze i zbiorom naukowym. W latach 1900-1932 był kolejno wicedyrektorem, p.o. dyrektora i 6. dyrektorem administracyjnym Muzeum Przemysłu i Rolnictwa. Dbał o jego wszechstronny rozwój. Na przykład w 1910 roku przyczynił się do pozyskania dla swej placówki bogatego zbioru archeologicznego po Zygmuncie Glogerze (1845-1910). Jako ciekawostkę można podać, że w 1902 roku Janikowski został wybrany członkiem zarządu tworzącego się Warszawskiego Towarzystwa
Spożywczego „Pożytek”, które miało na celu dostarczanie swym członkom przedmiotów użytku codziennego po cenach hurtowych.
Leopold Janikowski miał żonę Zofię z domu Krajcewicz (1867-1963) i syna Stanisława Leopolda (1891-1965), piłsudczyka, od 1918 roku robiącego karierę w dyplomacji (od 1927 roku był radcą ambasady polskiej przy Stolicy Apostolskiej). Poza mieszkaniem w stolicy, na Krakowskim Przedmieściu, Janikowscy mieli także dom z ogrodem i fragmentem lasu w podwarszawskiej Zielonce (ulica księdza Ignacego Skorupki 1, obecnie przylega do ulicy Leopolda Janikowskiego, która powstała po drugiej wojnie światowej z inicjatywy jego rodziny, na terenie wydzielonym z ich posiadłości), gdzie
spędzali letnią porę roku.
W latach 30. XX wieku Leopold Janikowski włączył się w tworzenie polskiej polityki historycznej przez Ligę Morską i Kolonialną. Organizacja ta próbowała wówczas udowodnić, że wyprawa Stefana Szolc-
Rogozińskiego do Kamerunu miała tajny cel szukania miejsca do założenia kolonii Polski (mimo, że Polacy nie posiadali wówczas niepodległego państwa). Z tego faktu miały wynikać konkretne prawa II Rzeczypospolitej do posiadania własnych terytoriów zamorskich (m.in. poniemieckiego już Kamerunu). Pod patronatem marszałka Józefa Piłsudskiego w warszawskim ratuszu 8 grudnia 1932 roku odbyła się uroczystość związana z pięćdziesięcioleciem wyruszenia ekspedycji Rogozińskiego do Afryki. Obecne na niej były władze państwowe, wojsko, elita intelektualna kraju i sam Leopold Janikowski. Podróżnik otrzymał wówczas Złoty Krzyż Zasługi. Z kolei w 1936 roku w Warszawie, nakładem Ligi Morskiej i Kolonialnej, ukazała się jego książka pt. „W dżunglach Afryki. Wspomnienia z polskiej wyprawy afrykańskiej w latach 1882–1890”. Poza przedstawieniem obydwu wypraw afrykańskich i ich rezultatów, autor starał się udowodnić w niej sekretny „kolonialny” cel nie tylko ekspedycji Rogozińskiego, ale także swojej późniejszej wyprawy do Gwinei Równikowej. Nie znalazłem jednak jednoznacznych dowodów w żadnej dziewiętnastowiecznej relacji Rogozińskiego, Tomczeka i Janikowskiego potwierdzających tę tezę, a argumentacja podróżnika nie jest przekonująca.
Wybuch drugiej wojny światowej w 1939 roku zastał rodzinę Janikowskich w Zielonce. Muzeum Przemysłu i Rolnictwa i Muzeum Etnograficzne z większością zbiorów, a także mieszkanie Janikowskiego zostały zniszczone podczas walk wrześniowych (ocalały tylko zbiory umieszczone w podziemiach, które następnie ucierpiały podczas powstania warszawskiego w 1944 roku). Ostatnie lata życia niedosłyszący i niedowidzący już były podróżnik spędził w Zielonce. Warto dodać, że w czasie okupacji Janikowscy wykazywali bardzo patriotyczną postawę: na terenie ich posiadłości w Zielonce (w domu i w szopie) ukrywano Żydów, dodatkowo w tejże szopie odbywały się spotkania harcerzy. Leopold Janikowski zmarł 8 grudnia 1942 roku w Zielonce, gdzie również odbył się jego pogrzeb z udziałem drużyny harcerskiej jego imienia. Pochowany został na Starych Powązkach w Warszawie.
Po wojnie, w 1948 roku Zofia Janikowska oddała część pozostałych zbiorów po mężu (mapy, portrety, fotografie i korespondencja) do Muzeum Morskiego w Szczecinie wcielonego później do Muzeum Narodowego w tymże mieście. Rewolwer Janikowskiego z czasów pierwszej wyprawy afrykańskiej, ofiarowany mu przez przyjaciół, trafił do Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Dom w Zielonce nadal jest własnością rodziny Janikowskich. Ponadto w 2004 roku założono w Zielonce Klub Podróżników imienia Leopolda Janikowskiego (nieformalnie grupa istniała już 10 lat wcześniej).
Opracował Mateusz Będkowski
Tekst pochodzi z publikacji „Leopold Janikowski. Podróżnik i odkrywca” wydanej w ramach serii Zielonkowskich Zeszytów Historycznych Nr 2/2015 przez Towarzystwo Przyjaciół Zielonki.
