Zielonka przed II wojną światową była osadą letniskową. Zawdzięczała to swemu położeniu wśród lasów, nad czystą wtedy rzeką Długą oraz dogodnemu połączeniu kolejowemu z Warszawą. Dodatkową atrakcją były piękne akweny w postaci Glinianek i Czarnego Stawu oraz liczne wydmy piaszczyste wynurzające się z rozległych, miejscami podmokłych terenów.
Główna ulica – Kolejowa była wybrukowana „kocimi łbami”. Kursowała po niej kolejka wąskotorowa od stacji – na poligon wojskowy, gdzie znajdował się Instytut Techniczny Uzbrojenia. Kolejka miała przystanek na skrzyżowaniu ul. Kolejowej i Sienkiewicza. Na ul. Kolejowej znajdowała się poczta, a naprzeciwko niej posterunek policji.
Ulica Staszica była piaszczystą drogą, z biegnącym wzdłuż niej rowem odwadniającym, ozdobiona kilkoma akacjami wydzielającymi latem słodką woń kwiatów. Między ul. Kolejową a Staszica również był piaszczysty pagórek, z którego zimą zjeżdżało się na sankach, a latem budowało zamki z piasku. Domów było niewiele. Między posesjami ciągnęły się rozległe polanki, porośnięte trawą i polnymi kwiatami, pełne pszczół i świerszczy.
Na ul. Staszica znajdowała się, wybudowana na kilka lat przed wojną, Szkoła Powszechna (obecnie Szkoła Podstawowa nr 1) oraz sklepy spożywcze Michlewicza (naprzeciw szkoły) i Arbaszewskiego (na środku), a na skrzyżowaniu z ul. Kopernika – piekarnia. Na ul. Sienkiewicza był sklep „kolonialny” (tam gdzie obecnie jest Optyk), pachnący różnymi egzotycznymi owocami i przyprawami. Na rogu Kolejowej i Sienkiewicza była jatka z mięsem końskim, prowadzona przez Żyda.
Przedszkole państwowe znajdowało się w budynku zajmowanym obecnie przez sklep „Biedronka”. Były też przedszkola prywatne. Jedno takie znajdowało się w domu p. Lisakowej na ul. Sienkiewicza. Na ul. Staszica nie było elektryczności. Domy oświetlano lampami naftowymi, później były już dużo jaśniejsze – spirytusowe. Pojawiły się też aparaty radiowe tzw. kryształkowe na słuchawki. Wielkie zainteresowanie dorosłych wzbudzały audycje Wesołej Lwowskiej Fali, gdzie występowali Szczepko i Tońko. Chętnie też słuchano pogadanek „Starego Doktora”. Pod tym pseudonimem występował Janusz Korczak.
W Zielonce nie było wodociągów ani kanalizacji. Wodę czerpano ze studni zbudowanych z kręgów za pomocą ręcznych pomp. Stan sanitarny posesji sprawdzała policja, a zwłaszcza czy śmietniki i „domki z serduszkiem” są pobielone wapnem. Posesje ogradzały zwykłe, drewniane płoty, na domach umieszczano tabliczki z nazwiskami właścicieli. Furtek nie zamykano. W piątki przechodziły przez nie szeregi „dziadów”. Ulice były ciche. Czasami słychać było wołanie, „noży ostrzenie” lub głos sprzedawcy śledzi: „uliki sprzedaję, uliki”. Fascynujące dla chłopców były wozy z węglem, zaprzęgane w piękne, przybrane wstążkami konie. Po południu młodzi chłopcy grali w siatkówkę. Czasem rozlegał się głos trąbki. To harcerze ćwiczyli sygnały lub wzywali się na zbiórkę.
W niedzielę na Mszę św. chodziliśmy do kaplicy w klasztorze ss. Dominikanek. Druga kaplica była w Schronisku dla Nauczycielek (obecnie Dom Pomocy Społecznej przy ul. Poniatowskiego). Budowę kościoła parafialnego rozpoczęto tuż przed wojną.
Wielką atrakcję stanowiło, położone przy stacji kolejowej, jeziorko z wyspą, na której kręciła się karuzela. Do wyspy dopływało się łódką. Obok była kawiarnia. W niedzielne wieczory ulicami ciągnęli letnicy w kierunku stacji. Słychać było radosne rozmowy i śmiechy, czasem śpiewanie. O zmroku rozlegał się rechot żab, w maju śpiewały słowiki.
Ten sielski nastrój zburzył nagle wybuch II wojny światowej.
Maria Rozalska
Fragment książki „Pamiętam jak za dawnych lat”, Zielonka 2009,
Wydawca: Ośrodek Kultury i Sportu w Zielonce
Publikacja przygotowana w ramach warsztatów literackich
na Uniwersytecie Trzeciego Wieku w Zielonce pod kierunkiem prof. Eligiusza Szymanisa
